środa, 22 kwietnia 2015

Sezon otwarty:)


(Edytowane po chwili dla tych, co jeszcze bardziej zieloni ode mnie - zdjęcia z nazwami niektórych roślinek)

Witam w mym snów ogrodzie
No nie, ta chatka niestety "pożyczona":)))
To tylko wizualizacja, cel i styl, w którym się lubuję. No, może wolę więcej nierówności i chaosu, ale ogólnie sielsko ma być. A to jedna z koncepcji fragmentu ogrodu.

Dziś przegonię was przez moje rabatki, ale nie będzie zbyt dużo do pokazania aktualnie, toteż dla lepszej orientacji w terenie będą zdjęcia z lat minionych.

Obiecałam sobie chwytać zmiany w przyrodzie, i owszem, od jakiegoś czasu z przerwą na huragan i śnieg wychodzę do ogrodu chwytać, dotykać, podglądać, rozsadzać, siać, pielić i przekopywać itp. Brzmi lekko i przyjemnie, ale lumbago już łapki zaciera, koło w taczce sflaczało całkiem bez powietrza, konewka z wyrwą w boku, zdarte rękawiczki  i siniaki na różnych częściach ciała - tak się zmachaliśmy z mężem na mymłonie. Doliczyć należy ponadto pięknie spalony dekolt z przodu i z tyłu, co jest tylko zaletą tegoż się zmachania.

Z obserwacji mej prywatnej przyrody wynikło, że mam 35 kretów, lub też jednego super szybkiego, bo co posprzątam kopiec, to wyrastają mu trzy hydrze glowy i to w trzech skrajnych kątach równocześnie. W sumie 35 pięknych okazałych kupek ziemi do wyniesienia na grządki warzywne. To ile to wiader???
Ponadto zeżarto mi bezczelnie WSZYSTKIE tulipany, szafirki, czosnki i ostróżki z jednej rabatki, o co podejrzewam takoż kreta jak i jego rywalki ryjówki i nornice. ( nie jestem pewna, które występują na mym terenie). Tam musiałam wsadzić coś innego, więc postawiłam na jaskry. Nie wiem, czy słusznie.
Dosiałam jeszcze dzwonki, dla zacienienia powojników, skoro ostróżek niet, i wsadziłam dwie tawuły Goldmound, by zmylić przeciwnika. (może tego nie zeżrą. jestem bardzo ciekawa efektów).
 Przy okazji wyrwałam płotek i pół dnia mocowałam się z perzem, który się przedarł przez zabezpieczenia w ziemi. Pomyśleć - pół dnia na jeden spałchetek (lichej) ziemi.
Na razie jest łyso.

Ale bywało tak albo jeszcze piękniej (zeżarte tulipany w ulubionym bladym różu do zobaczenia gdzie indziej)

od dołu w górę  od lewej do prawej : ketmia - przed kwitnięciem
ostróżka,  prawdopodobnie smagliczka ( bo nie zagwin, lobelia czy żeniszek:) rozwar wielkokwiatowy
niewidoczne powojniki na płocie

Kolejna rabatka, to leśny zakątek. Co roku coś stamtąd wysadzam, bo za duże, i wsadzam, bo za
pusto:)
Zaczęło się od kilku smyków podarowanych nam ku pamięci. Posadziliśmy je gdzie bądź, a potem było wielkie przemeblowanie.

Z tej gromadki została sosna, sosna karłowa i wtedy ledwo widoczna trzmielina (to małe pipci przy konarze). Trzeba było zryć podłoże, zabezpieczyć przed wciąż wyłażącym perzem i powojem i zwiększyć odległości, tudzież dodać mniejszych roślin, a i tak po paru latach okazuje się dopiero co ile miejsca zajmuje.
W międzyczasie zrobiło się tak:

A teraz jest tak:
od lewej: modrzew kulisty, żywotnik , świerk  gwiaździsty (ten 'płaski") za nim sosna wejmutka,
z tyłu żywotnik Aurea Nana, 
 przed sosną wrzośce i wrzosy, rozchodniki, irga płożąca 

i tak :
od lewej sosna wejmutka , sosna karłowa Pinus Mugo, dwie kosodrzewiny, leszczyna Contorta (kręcona ),żywotnik zachodni, pod murem trzmielina Fortunea i winorośl ( taki "mus"od teścia, a nie ma miejsca gdzie indziej na razie)

I tak:
jabłoń ozdobna Royal Beauty, za nią deren biały ( choć czerwony:)
Tam, gdzie jeszcze się da, dosadzam borówki, wrzosy i wrzośce. Taki eksperyment.

Pierwszy raz rozdzielałam w sobotę karpę rozchodnika, nie wiem, jaki będzie efekt, ale z jednej kuli uzyskałam 5 nowych. Podlewam i codziennie mierzę im puls. Mdleją, zbladły, ale jeszcze żyją:)
Jesli nie robiliście tego jeszcze, wiedzcie, że nazwa rozchodnik ma swe uzasadninie - korzenie (kłącza?) tej niepozornej roślinki rozchodzą się szeroko na boki i są dość kruche, choć grube. Dziura musiała być sporo wieksza, niż roślina.
To samo uczyniłam funkii, która zapomniana od kilku lat gnieździła się w swym ciasnym M1 w cieniu sosny karłowej. Teraz ma siostry w 4 nowych siedliskach. Jak wyjdą z podziemi, to je uwiecznię.
To mój  rozchodnik po przejściach:


Takiego maluszka wsadziłam 3 lata temu


Taki wyrósł po 2 latach


Za domem przy werandzie jest też spory kąt na dalie wysokie, zasadziłam na razie lilie, pierwszy raz w sumie, a dalie dosadzę niedługo. Będą takie zwyczajno wiejskie :)


Rabatka mało fotogeniczna, wyobraźcie sobie sam piach:)))Ale na pewno się pojawi w swoim czasie.

Co jeszcze...
Aha, mój ulubiony lewkoniowo-malwowy kącik. Malw od paru wiosen nie mam, a lewkonie pojawią się z rozsad.  Tu też wyżarło mi cebule i ostróżki i jakieś niedobitki czosnku kiełkują.
Stałymi rezydentami są tu róża okrywowa blady róż Fairy tale, macierzanka,  lawenda, rojnik, fiołki, bratki, goździki wszelkie, lwia paszcza, co sama się sieje, pierwiosnki, trzmielina płożąca, coś fioletowe okrywowe, i szafirki, raczej też zeżarte.
W tym roku dosadzilam 3 jeżówki i posiałam kosmos, czyli onętek, który latem pięknie wypełnia luki, u mnie będzie to debiut.
Na razie jest tak:


Fioletowe coś (znam, znam, ale mi uleciało) z taką oto broszką:)


A bywało np. tak:

z najważniejszych: dalia, róża,malwy, macierzanka (plożąca,) lobelia (niebieska), mieczyki

skromniutkie Lewkonie:)

te słodko rożowe - to lwie paszcze (wyżlin)

Tak więc na okrągło ruch w interesie i nie ma stałych ekspozycji. Co sezon tak samo dopadam ziemi na kolanach i z nich nie wstaję aż do listopada, tak jej pożądam:)))   

Na dziś koniec, ale to oczywiście tylko kawałek "tyłu" ogrodu, został jeszcze przód, środek i dwa boki:)))
"No, a ja, a ja???" - krzyczy na mnie warzywniak. Ma się rozumieć i jego grabie nawiedziły, ale nasion i tak nie widać, a rozsad z braku czasu nie robiłam, kupię gotowe, to nie ma co zwiedzać. Na razie....

Wszędzie już działania zostały podjęte, ale to kompletnie nie oznacza, że urlop i koniec. Bo końca nie widać zwyczajnie, jak się zacznie wyłażenie zielonym do góry:)))
Hm... kiedyś usiądę i policzę nasze roślinki, bo sama jestem ciekawa, ile ich:)

No dobra, cykl ogrodowy przedtem- potem rozpoczęty. CDN już za chwilkę, dajcie odsapnąć:)))


Pozdrawiam!
Lewkonia rabatkowa:)))


9 komentarzy:

  1. Podziwiam, bo wiem ile to pracy, zeby odchwaścić kawał dzikiego pola i zrobić z tego ogród. Sama się męczę z tematem i na razie marne widoki - oprócz perzu i licznych kopców nornic nie ma się czym pochwalić. Ciągle czekam aż zostanie zarurowany rów melioracyjny i rozrzucony humus z górki. Tak więc ciągle poligon.
    Piękne masz te zakątki - bez wyjątku. Tulipany też raz miałam - wsadziłam i już nie wyszły - zeżarły bestie. Siedzą pod szopą i się w kułak śmieją. Potem się dowiedziałam od przyjaciółki że trzeba je wsadzać w koszyczkach-plastikach wtedy dostęp do cebulki ograniczony ;-).
    Będę podglądać rozwój ogrodu - z lekkim ukłuciem zazdrości ;-) Nazwy roślin będę zapisywać i może podrzucę Ci pomysł (który niecnie wykorzystam), że jak Ci już sie rabatki rozbujają to wrzuć zdjęcie z opisem co jest co - jestem ogrodowym ignorantem, chętnie podejrzę "rozwiązania".
    Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, Bestyjeczko, będę opisywać, co jest co, plus doświadczenia, jak się u mnie sprawuje:) Koszyczki zastosowałam na rabatce przed domem. Zadziałały, ale niestety widzę, że za to coś je poraża, bo listki skręcone. Wrzucę zdjęcia, to będzie wiadomo. Poligon - to dobre słowo:))) Niestety generalnego odchwaszczania u nas nie było, z pewnych względów, o których napiszę innym razem. No to mamy, co mamy:))) Trzymam kciuki za Twoje manewry na ugorze:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne efekty harówki!
    Cudne jest to, że znalazłaś chwilę, by nie tylko o rośliny w swoim ogrodzie dbać, ale i się im przypatrzeć, podziwiać a nawet posłać w świat. Ja nie mam nawet balkonu, zostają parki ogrody miejskie, no i Twój blog. :-)
    Do malw mam jakiś sentyment, więc będę ich u Ciebie wypatrywać, gdy znowu będą.

    I dzięki za lekcję botaniki. :-)) Większość tych nazw brzmiało trochę obco, gdy zerkam na roślinki, to są znajome. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fibulo, w tym roku malw nie wypatrzysz, ale za rok postaram się znowu znaleźć ładną odmianę. Marzy mi się pojedyncza, z takim widocznym słupkiem w środku na przykład taka: http://www.szkolnictwo.pl/szukaj,Malwa_r%C3%B3%C5%BCowa
      To jeden z takich kwiatów, dla których kupiliśmy tę zapuszczoną chałupę na wsi:)))
      Balkon nie jest konieczny, bo jakiś areałuprawiać. Oczywiście w zależności od położenia oknien i czasu, jakim się dysponuje. Ale takie pelargonie w koszykach za oknem - jaki to cudny widok z ulicy:))))) I mało wymagające!
      Jestem absolutnym samoukiem i wciąż robię doświadczenia na moich roślinach. Męczę je nadmiarem słońca, brakiem wody, zapominaniem o nawozach i totalną samowolką ogrodniczą ( Ph gleby ? Chrzanić to:))) Działam intuicyjnie i staram się być eko. No i bez przesady w dokładności:))) Miło mi Cię gościć:) Wpadnij przejazdem pod Opole:)

      Usuń
    2. Intuicyjnie ludzie uprawiali od zarania dziejów - coś w tym chyba jest, że jak się otworzymy na naturę, to ona odpłaca podwójnie, wiele nas przy okazji ucząc...

      Ooo, dodałaś opisy! To chyba dla mnie. ;-)

      Usuń
  4. Bardzo u Ciebie fajnie! Każdy zakątek zachwyca! A roślinkom nie przeszkadzają Twoje eksperymenty, bo ładnie rosną:) Chętnie poczytam o doświadczeniach, wiedza praktyczna jest bezcenna! Dobrej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń