czwartek, 1 sierpnia 2019

Warszawo ma...



Zawsze w sierpniu śpiewałyśmy z mamą powstańcze pieśni. Ta wzruszała nas szczególnie.
Mama urodziła się w Warszawie w czerwcu 1944 r. Jej rodzice uciekli z okupowanej stolicy z nią malutką tuż przed Powstaniem Warszawskim. Nigdy już do Warszawy nie wrócili. Ich dom legł w gruzach, wszystko spłonęło, dziś nie ma po nim śladu.
Dziś śpiewałam sama...


poniedziałek, 8 lipca 2019

Nie piszę bo...

Źle i ciężko.
Bez nadziei.

Na każdego kiedyś spadła jak grom z jasnego nieba wiadomość, która przewróciła życie do góry nogami.
Nam zdarza się to już po raz trzeci, czwarty, nie zliczę.
Ciąg zdarzeń, lata całe wiecznych następstw dawnych zaszłości, cudzych decyzji, pomyłek losu. Kupa nieszczęść mniej lub bardziej poplątanych w niekończący się kłębek.

Ja wiem, ten kłębek, to życie.
Ale już brak mi sił, a muszę je mieć jeszcze długo. Jak długo, nie wiem.
Wszystko zawiesiłam na kiedyś, na potem. Odraczam własne życie, bo czyjeś wciąż wymaga
naprawy, wpada w wir. Dobiega kresu.

Czas się wyczerpuje, codziennie wycieka strumyczkiem, coraz cieńszym, słabnącym.
Zmęczenie, rezygnacja, otępienie, coraz płytsze oddechy.
Spać, spać, spać...

Tyle spraw do zakończenia, tyle rzeczy, którym brak codziennych rytuałów.
Ludzie, którzy tęsknią i się martwią.
A czas płynie wypłukując kruche szanse.

Muszę sprostać. Koło życia. Nihil novi.

Jestem, czuwam.
Krok za krokiem.
Brak mi łez.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Przelotem...



Weekend w Poznaniu. Znowu stare ulubione kąty.

Króciutko, lecz odmładzająco,  jakby przez wrota czasu niedomknięte przecisnąć się i przebiec lekko, falując sukienką, przez park, mostek, plac znajomy.
Siąść na ławce w słońcu i chłonąć obudzone wspomnienia.
Uśmiech nie schodzi mi z buzi :)

Kocham to miejsce, jak kilka innych, lecz z innych powodów.
Poznaniu, wrócę nie raz do ciebie, do siebie, do nas :)













           






                             
                               

Wielkopolska pochodzeniem
Lewkonia :)

sobota, 19 stycznia 2019

Potwornie smutny tydzień...

Wypłakałam oczy...

Wypisałam wszystkie słowa, i tyle ich usłyszałam, z tyloma się identyfikuję...

Więc zacytuję tylko  te:

"Miłość może tylko łączyć."

A ku pokrzepieniu naszych pękniętych serc mam to:





Jutro w Opolu światełko do nieba ...
Wybieramy się z jeszcze większą mocą postanowienia, by czynić dobro mimo wszelkich przeciwności i podłości ludzkiej.


Niech ani jedno słowo

Nie będzie złe.

Niech ani jedno słowo

Nie czai się do skoku.

Niech ani jedno słowo

Nie nienawidzi.

Niech nie krzywdzi.

Niech nie zabija.

Niech wybacza.

Niech leczy.

Niech łagodzi.

Niech zamyka

Człowiecze rany

Jak skrzydła ołtarza.

                                                                                                         Roman Brandstaetter 


❤Całym sercem z wszystkimi Gdańszczanami i ludźmi dobrej woli

Lewkonia

poniedziałek, 31 grudnia 2018

I tak oto...


..... śmignął kolejny roczek. 
Dla naszego domku i jego mieszkańców bogaty w nowe doświadczenia życiowe, małe i duże zmiany, sprawy radosne jak i smutne okoliczności. 
Jak u każdego.
Mogę odnotować z zadowoleniem pełną realizację niektórych planów, jak i obiecać sobie, że to, co pięknie zaczęłam na wiosnę, a jesienią zarzuciłam "na chwilkę",  kontynuować będę i nie zrażę się jakimś chwilowym zastojem zapału. On gdzieś tam we mnie jest i tylko czeka na sygnał, by zacząć znów zwalczać zimowy marazm i lekką nadwagę.
A że po drodze nawinęły się święta, to na pewno będzie co nadrabiać. Na razie waga śpi sobie zakurzona i nie będziemy jej niepokoić gdzieś tak do ferii :) Bo potem studniówka i jak zwykle wybieram się na parkiet, a zaleca się raczej być ubranym w strój godny i wygodny, miast maskujący typu: worek. Ogłaszam iż w kwestiach postanowień dietetycznych przedłużam termin odbioru dzieła o rok, i podnoszę stawkę o 5 :)

Z pewnością dogadzaliśmy sobie w tym roku więcej i z większą premedytacją. Ba, nawet powzięliśmy postanowienie, iż ta tendencja będzie raczej rosnąca w przyszłości. 
I nie chodzi o jedzenie i tycie boże broń, bo wręcz odwrotnie, a o drobne, spontaniczne, lub większe i przemyślane przyjemności, udogodnienia, radostki i drobiazgi, których inny ktoś może nawet nie zalicza do wyjątkowych.
A my tak. Bo w ten sposób żyjemy od dawna drobnymi kroczkami do przodu, przepijając gorzkie pigułki od losu małymi łyczkami szczęścia. W miarę możliwości codziennie po kilka łyczków na czczo i po jedzeniu. Rano, w południe i wieczór.
Wykreśliłam ze słownika "nie da się" czy "nie wypada", zakazuję użycia tych słów w odniesieniu do moich prób zmian na lepsze poprzez łamanie skostniałych niepotrzebnych rutyn i "tradycji". W ogóle mnie to już nie obchodzi, co kto sobie pomyśli. Jakaż ulga!
I tak na ten przykład w ogóle nie umyłam ani pół okna na święta! Z zamysłem i przy pełnym zdrowiu. A może właśnie dlatego, że jeszcze na głowę nie upadłam i czuję się świetnie.
Owszem, był moment, gdy pewnego przedpołudnia nieśmiało przez kożuszek chmur prześwieciło słońce. ale szybko zasnuło się znów szarą watą i dało sobie spokój. I ja też. 
Moje niezbyt czyste sumienie postanowiło na wszelki wypadek wystosować klauzulę obojętności do ośrodków wstydu i innych emocji. Pozostaliśmy więc w harmonii, ja i wszystkie moje wewnętrzne systemy reagowania na ewentualną samokrytykę czy cudze zdziwienie i niesmak, przetrwaliśmy tak bez szwanku cudny czas świąt i mamy zamiar tak trwać do wiosny.
W kontekście wszelkich dramatów przetaczających się w naszym najbliższym otoczeniu odpowiedź na pytanie: "w czym mogłyby mnie wzbogacić czyste okna?" brzmi zwięźle i jasno: W NICZYM!
To samo dotyczy - kurzu na szafach, kotów za kredensem czy lekko przyszarzałych pokryć kanap.
Ja ogólnie lubię pachnącą czystość wszelką, ładny wystrój, estetykę, detale, kreatywność w domu i zagrodzie, ale ograniczam ją do najbardziej niezbędnych czynności, takich elementarnych i przy okazji dających wszystkim domownikom pewien komfort. Żeby było na czym oko zawiesić, a przy okazji nie wyrżnąć na śliskiej podłodze czy w plątaninie rzeczy nie leżących na wygodnym dla wszystkich miejscu. Pedancji i przesadyzmowi mówię stanowcze NIE!

Jest taki słynny cytat z Fredry  "Znaj proporcjum, mocium Panie!" Czy też jego  współczesna wersja: "We wszystkim umiar. Nawet w umiarze".  Zalecam każdemu obydwa specjały. 
Bez umiaru ciężko żyć, kochać, jeść a nawet pracować. Tak że miarkujcie się i dawkujcie wszelkie "muszę", "trzeba, "wypadałoby". Pomyślcie, jaki jest właściwy sens podejmowanych czynności, spotkań, spodziewanych przeżyć, tego, co warto zapamiętać, zauważać, przeżywać na nowo we wspomnieniach. Jestem pewna, że z tegorocznych świąt zapamiętam jedynie to, co tego jest warte, jak kolejne urodziny syna, ilość dobra na stole, udanego karpia, wizyty bliskich i u bliskich, śmiech czy łzę, zadumę i rozmowy. Na pewno zapamiętam to, czemu poświęciłam wiele starań, do czego przywiązuję wagę, co mnie zawsze bardzo cieszy i na co nie mogę się napatrzeć - naszych synów, ciepły wystrój domu, zapachy i dźwięki. 
A co się da, utrwalam na zdjęciach lub w słowach. Nigdy nie padło żadne opiewające zachlapane szyby. Nigdy! Aż do dziś :) Czynię to jedynie w celach dydaktycznych i ku pokrzepieniu serc.

Z rzeczy większych, planowanych od dekady, zrealizowanych na wiosnę, a znacznie podnoszących komfort i estetykę domku przedstawiam wszem i wobec nasze nowe schody na poddasze. Jakże zyskało wejście do domu, i jak wygodnie jest teraz  przemieszczać się bez strachu a nawet bez trzymanki. Stare zdemontowane oczekują na swą nową funkcję w postaci półek w drewutni i ław w ogrodzie. Byłoby mi strasznie żal przeznaczyć je na opał (czyste drewno oczyszczone z farby!), darzyłam je uczuciem od pierwszego wejrzenia, wszak to je ujrzałam jako pierwsze pamiętnego dnia przed 12 laty, gdy otworzyły się przed nami podwoje domku szukającego nowego właściciela. Widok ten do dziś mam przed oczami - ciemny ciasny "wiatrołap" przegradzający przedpokój i brązowa olejna farba na wąskich schodkach wiodących na zagracone poddasze. Pozbyliśmy się przegrody, ale schody te po oczyszczeniu z poremontowych warstw cementu, pyłu i kilku (jednak) kolorów olejnej farby, służyły nam aż ponad 10 lat. Wyślizgane i bardzo strome stopnie polubił nasz Czesio niejednokrotnie ostrząc sobie na nich ząbki. Lubił po nich też wbiegać na górę, skąd już ewakuować na dół musiała go wyspecjalizowana ekipa ratunkowa. 
A ja je lubiłam za starość i klimat wiejskiego domu. Za dziurki po kołatkach, niedoskonałość i dopasowanie do moich wyobrażeń. I za drewno. 
Toteż nie wyobrażałam sobie innych, niż drewniane, staromodne z wyglądu, może lekko w angielskim stylu.

A teraz fotki. 
Na początku było tak- z lewej strony widoczne drzwi wewnętrzne, coś na kształt wiatrołapu, w głębi nie istniejące już przejście do pomieszczenia gospodarczego, wejście na schody na prawo od ich. A od strony przedpokoju widoczna ścianka z boazerii,którą rozebraliśmy łącznie drzwiami, dalej wejście do piwniczki.
                                

                                  

                                  




W trakcie remontu i tuż po lekkim liftingu starych schodów:







Ulubione miejsce Czesia:




A oto już nowe schody, zabiegowe, z mniejszym kątem nachylenia i głębszymi stopniami :
TADAM!



Nieco węższe schody (o jakieś 5 cm), żeby poręcz odsunąć od ściany i by łatwiej dało się jej chwycić



Widoczny pas brakującej gładzi w miejscu starego policzka schodów. O tak niewiele, a o tyle łagodniejszy spad powstał, za to osoby powyżej 1,85 m muszą uważać przy schodzeniu :)  :




Jaka ogromna zmiana, gdy porównać zdjęcia z końca 2006, kiedy to jeszcze domek nie był nasz, ale właśnie go znaleźliśmy, albo on nas :)
I tak starając się nie pamiętać złego temu roczkowi, cieszymy się jak wariaci, że tak długofalowy plan zrealizowaliśmy.
Gdyby ktoś pytał, jak często trzeba czyścić białe schody, to powiem tak - zależy, czy jesteś świrnięty/a na punkcie czystości i byle pyłek doprowadza cię do szewskiej pasji, czy dopuszczasz odrobinę kurzu, psi kłaczek, pajączka snującego swą sieć gdzieś niewinnie w kątku. Ja raczej należę do drugiego typu gospodyń. A mimo tylu osób, rąk, łap i wejścia bezpośrednio z dworu do domu, w tym czasami usmolonego mężusia prosto z kotłowni, nie mam problemu z utrzymaniem czystości białych elementów. Jest to drewno dębowe malowane natryskowo, i choć wolałabym takie pomazane krzywo samoręcznie farbą olejną (jak w starych domach właśnie), jest ono wygodne do utrzymania,  gładkie, łatwo zmywalne i mam wrażenie, samooczyszczajace się :) Stopnie są z dębu naturalnego z matowym wykończeniem, na oko zupełnie nie ma śladu lakieru, więc ich nowość i dziewiczość nie razi. Całość z podłogą, która jest z kolei pioruńsko brudząca się, daje wrażenie przestronności i współgra na mój gust z resztą wystroju domu.

A co poza tym w odchodzącym roczku godnego zapamiętania i wdzięczności?

Lato.
Morze, znowu i niezmiennie ukochany Bałtyk, zachodnie wybrzeże, troszkę poza granicą, wyspa Rügen i Uznam.
Praca w ogrodzie i upalne lato z ogniskami, bogate zbiory warzyw i owoców, nalewki, przetwory, obdarowywanie znajomych i rodziny tym dobrem.

Jesień.
Przepiękna, baśniowo kolorowa, ciepła, łaskawa.
Spacery, las, natychanie się przyrodą i wciąż gęstym nieprzetrzebionym lasem, bogactwem flory i fauny.
Kino. Dużo dobrych filmów.
Spotkania z przyjaciółmi.

Zima.
Póki co bezśnieżna. Chodzę w jesiennej kurtce, oszczędzam kozaki :)
Wyjazd na jarmark do Wiednia. Rodzinnie rzec można, ale i szkolnie. Cudowna atmosfera, charyzmatyczna przewodniczka, niepowtarzalna osobowość. Kolejny raz w innej odsłonie podziwiam architekturę i historię miasta.

No i święta.
Czas z synami, odwiedzającymi nas wciąż chętnie, w towarzystwie i bez. Smaki i zapachy, które uwielbiam, kilka potraw znanych z dzieciństwa, bez szaleństw.
Krótki resetujący głowę wypad we dwoje w góry i do Spa .
Rodzinny dziś Sylwester.
Pragmatycznie, racjonalnie.
Nastrojowo.

Jakkolwiek źle w tym roku bywało, życzę Wam wszystkim, byście mieli dużo dobrych z niego wspomnień, które warto pielęgnować i tkać z nich swoje historie do opowiadania wnukom, czy sobie samemu :)
A to nasze kartki z kalendarza 2018:




 Pomyślności i najlepszego zdrowia na 2019!
Pamiętajcie o proporcjum!


Lewkonia 









polecam

ulubione