"Sztuka życia polega na tym, by tańczyć w deszczu nie czekając na słońce"
Ze zdwojoną mocą tych słów w głowie, z poczuciem wielkiego zwycięstwa nad strachem i niewiadomą, ale i ogromną pokorą, z mieszanką radości i ostrożnego optymizmu, z ogromnym apetytem na wszystko otwieram niniejszym nowy rozdział życia.
Ubyło mnie garstkę, tyle, co zamknąć w dwóch dłoniach. Ale duchem, duchem jestem jak góry wysokie, jak drzewo, co burzę ustało, jak ptak, co gniazdo uwije na wiosnę - nic mnie nie powstrzyma, by życiem się cieszyć od nowa, pełniej, roztropnie :)))
Dziś pierwszy spacer pod słońcem, po własnym podwórku, śnieg zjeżdża z dachów, niebo- lazur, a wróble nad głową, jak jaskółki :)
Czuję się cudownie, jakbym dostała cały świat w prezencie, a w duszy śpiewam sobie tak:
Pozdrawiam tanecznie :)))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 stycznia 2017
piątek, 20 lutego 2015
Za jakie grzechy?!
Jakie będą Rzeczypospolite?
Dlaczego tak durne młodzieży chowanie?
Czy kiedyś w sejmie zasiądą wyłącznie światli ludzie?
Skąd tylu flejtuchów w Polsce?
Kto tak źle wychował nam elity?
Co z tą Polską?
Do czego zmierza świat?
KONIEC Z TYM!
Przestałam martwić się i wściekać na rzeczy, na które nie mam wpływu. Niech martwią się Ci, którzy się kompromitują durnymi decyzjami, intelektualnym dnem i brakiem moralnego kręgosłupa
Nie oglądam telewizji od paru miesięcy. Jeden serial. Czasem siesta w niedzielę z HBO. Taki efekt tego bajzlu, który gdzie okiem siegnąć.
Niech mi nikt nawet NIE WSPOMINA o politykach, celebrytach, górnikach, blokadach dróg i innych.
Ja tu mam w domu własną jazdę bez trzymanki, z alzheimerem, ślepotą, głuchotą, demencją, nowotworem i paroma jeszcze !
I niech mi nikt nie wspomina nawet o CHOROBACH! Niech nie jęczy, nie delektuje się bólem, nie rozsnuwa porywających wizji schorzeń i ich historii, bo póki się rączkami i nóżkami rusza, trzeba spierniczać jak najdalej od tematów, które nijak człowieka na duchu i zdrowiu nie podniosą.
Co poradzisz? NIC!
Na oba powyższe.
Zamartwianiem się, współ-stękaniem i licytowaniem. Kto głupszy, kto chorszy, w którym kraju byłoby nam lepiej, i kogo bardziej napieprza nerka.- NIE PORADZISZ.
Gdybym mogła, zwiałabym na drugi koniec galaktyki. Już natentychmiast, z walizką czy bez.
Byle uciec od krzyżowego ognia wiecznie ujadających telewizorów starszyzny i ciagłego utyskiwania, czarnowidztwa, niezadowolenia z życia w ogóle.
Ale nie mogę. Jestem TĄ, CO MOŻE WSZYSTKO. Ale nie to.
Więc się odcinam. Od mediów (poza blogami) od fejsbuków (nigdy mnie tam nie było zresztą) od rozmemływania w tysięcznym geriatrycznym monologu, kto na co i od kiedy chory, od zaplutych obelgami tabloidów, stron www i ulotek przedwyborczych, od wszelkiego bagna, w które NIE MUSZĘ wdeptywać, bo po co mi to???
I coraz bardziej doceniam to, że umiem się cieszyć byle czym i coraz mniej przejmować pierdołami.
Uciekam też od ludzi, z którymi stykam się chcąc nie chcąc na przystanku, w pracy (OCH!!! Ile tu nieszczęśliwych marud!!!), w sklepie, na imprezie, którzy skutecznie potrafią obrzydzić wszystko, co jeszcze mi pięknego na tym świecie zostało, a którym najchętniej podsunęłabym pod nos taką oto opaskę:
To co? Koniec gadania! Nie jęczeć!
DO ROBOTY!
Okna myć!
I niech mi nikt nawet NIE PRÓBUJE włączyć ŻADNYCH wiadomości!!
A na odreagowanie stresów i wyleczenie się z naszych polskich zapyziałych porosłych mchem kompleksów polecam DOBRE KINO. Zaopatrzcie się w chusteczki, bo łzy lecą ciurkiem.
Ze śmiechu:))))
Wrzućcie na luz jak Lewkonia:))) Dacie radę!
>
Dlaczego tak durne młodzieży chowanie?
Czy kiedyś w sejmie zasiądą wyłącznie światli ludzie?
Skąd tylu flejtuchów w Polsce?
Kto tak źle wychował nam elity?
Co z tą Polską?
Do czego zmierza świat?
KONIEC Z TYM!
Przestałam martwić się i wściekać na rzeczy, na które nie mam wpływu. Niech martwią się Ci, którzy się kompromitują durnymi decyzjami, intelektualnym dnem i brakiem moralnego kręgosłupa
Nie oglądam telewizji od paru miesięcy. Jeden serial. Czasem siesta w niedzielę z HBO. Taki efekt tego bajzlu, który gdzie okiem siegnąć.
Niech mi nikt nawet NIE WSPOMINA o politykach, celebrytach, górnikach, blokadach dróg i innych.
Ja tu mam w domu własną jazdę bez trzymanki, z alzheimerem, ślepotą, głuchotą, demencją, nowotworem i paroma jeszcze !
I niech mi nikt nie wspomina nawet o CHOROBACH! Niech nie jęczy, nie delektuje się bólem, nie rozsnuwa porywających wizji schorzeń i ich historii, bo póki się rączkami i nóżkami rusza, trzeba spierniczać jak najdalej od tematów, które nijak człowieka na duchu i zdrowiu nie podniosą.
Co poradzisz? NIC!
Na oba powyższe.
Zamartwianiem się, współ-stękaniem i licytowaniem. Kto głupszy, kto chorszy, w którym kraju byłoby nam lepiej, i kogo bardziej napieprza nerka.- NIE PORADZISZ.
Gdybym mogła, zwiałabym na drugi koniec galaktyki. Już natentychmiast, z walizką czy bez.
Byle uciec od krzyżowego ognia wiecznie ujadających telewizorów starszyzny i ciagłego utyskiwania, czarnowidztwa, niezadowolenia z życia w ogóle.
Ale nie mogę. Jestem TĄ, CO MOŻE WSZYSTKO. Ale nie to.
Więc się odcinam. Od mediów (poza blogami) od fejsbuków (nigdy mnie tam nie było zresztą) od rozmemływania w tysięcznym geriatrycznym monologu, kto na co i od kiedy chory, od zaplutych obelgami tabloidów, stron www i ulotek przedwyborczych, od wszelkiego bagna, w które NIE MUSZĘ wdeptywać, bo po co mi to???
I coraz bardziej doceniam to, że umiem się cieszyć byle czym i coraz mniej przejmować pierdołami.
Uciekam też od ludzi, z którymi stykam się chcąc nie chcąc na przystanku, w pracy (OCH!!! Ile tu nieszczęśliwych marud!!!), w sklepie, na imprezie, którzy skutecznie potrafią obrzydzić wszystko, co jeszcze mi pięknego na tym świecie zostało, a którym najchętniej podsunęłabym pod nos taką oto opaskę:
DO ROBOTY!
Okna myć!
I niech mi nikt nawet NIE PRÓBUJE włączyć ŻADNYCH wiadomości!!
A na odreagowanie stresów i wyleczenie się z naszych polskich zapyziałych porosłych mchem kompleksów polecam DOBRE KINO. Zaopatrzcie się w chusteczki, bo łzy lecą ciurkiem.
Ze śmiechu:))))
Wrzućcie na luz jak Lewkonia:))) Dacie radę!
>
niedziela, 25 stycznia 2015
Iść na Carte blanche? Nie widzę inaczej!
Od tygodnia mam tytuł posta i kilka jego wersji w głowie, i nim poszłam w piątek na film, już wiedziałam, że muszę o nim napisać, tymczasem doszłam do wniosku, że nie odniosę się do samej treści, że po prostu was wyślę do kina.
Historia jest już wszystkim znana, więc fabuła nie będzie zaskoczeniem. Za to gra obrazu, słów i dźwięków zasługuje na osobisty odbiór i własną refleksję.
Wbrew jakiejś pseudorecenzji, którą przeczytałam już po seansie szukając linków do muzyki ( świetna!), nie widzę problemu w niedomówieniach, niedosłowności niektórych scen, "anemicznym " romansie, czy przypudrowanej szkolnej rzeczywistości. W filmie nie zawsze musi być, jak w życiu, a poza tym trzeba zaufać widzowi, który w kinowej sali uruchamia swoją wrażliwość, inteligencję i empatię, dzięki którym sobie na swój sposób dopowie to, czego nie widać.
Nie wiem też, w którym momencie można tu dostrzec hollywoodzką manierę, obawiam się, że albo się nie znam, albo to nasze narodowe kompleksy, by mówić o jakichkolwiek odniesieniach, szukać porównań i oceniać film głównie przez pryzmat tych wszystkich technicznych dyrdymałów, zamiast skupić się na samym problemie i emocjach bohaterów oraz grze aktorskiej. Oczywiście pewne chwyty reżyserskie, ujęcia kamery, świetny montaż i obraz, a od pewnego momentu coraz bardziej dominujący dźwięk (który także należy wyróżnić ) mają niebagatelne znaczenie i są moim zdaniem świetnie dostosowane do treści, którą ilustrują.
Wreszcie westchnę sobie jeszcze do Andrzeja Chyry, którego każda kreacja jest autentyczna, jego nienachalny styl gry nie odbiera postaciom indywidualności, a który z wiekiem nabiera smaku jak dobry koniak.
Zaś muzyka Lucewicza, którego niestety mogę polecić tylko ze ścieżek dźwiękowych innych jego produkcji, jak Bokser, Miasto 44 czy Przyjaciółki, spaja w całość tę niebanalną, lecz jakże życiową fabułę.
Idźcie więc na ten film z nastawieniem, iż nie jest to na szczęście żadna superłzawa superprodukcja, ale dobry film z ważną treścią.
Ja poszłam na ten film w ramach prywatnej walki z osobistym wrogiem, która z początku była bezsilnym buntem trzylatka, słabymi piąstkami okładającego dryblasa, który mu zabrał i wypatroszył misia. Bunt kompletnie bezowocny, okraszony łzami rozgoryczenia, bezsensowny.
I przyszedł dzień, w którym przeobraził się w mobilizującą złość, taką, która mocno wali przeciwnika w pysk, hartuje i trzyma w pionie, nie odpuszcza, zmusza do kreatywności, utrzymuje w przeświadczeniu o mnogości rozwiązań, których się we mgle rozpaczy nie dostrzega. Tej złości - budującej, nie destruktywnej, niepokornej i niegodzącej się z rzeczywistością, dałam swoistą carte blanche do działania.
Taka złość nie uziemia jak rozpacz, nie podcina skrzydeł, jak niemoc, nie wciska w kąt, jak brak woli, nie łamie nas, jak byle podmuch liche źdźbło.
I gdybym miała jednak odnieść jakiś element tytułowego filmu do mojego życia, jak i życia wielu z nas, posłużyłabym się jednym cytatem:
"Człowiek, ktory żyje jak zboże, staje się słomą historii."
Pusty, pozbawiony treści i pojedynczego swego sensu żywot, element stosu, sucha słomka, nędzna trzcinka bez wiary w swoją siłę, która się niczym z tego stosu nie wyróżnia, której na niczym nie zależy, czy warta jest, by ją zauważyć? By o niej napisać książkę? By opowiedzieć film?
Nie będzie pointy, poszukajcie jej sami. (A może to właśnie pointa była?)
Dwaj panowie B, ten prawdziwy i ten z filmu
PS. Mieć takich nauczycieli być takim nauczycielem.....
PS. dodaję link od Fibuli do audycji radiowej - wywiadu z reżyserem ( za pozwoleniem)
http://www.polskieradio.pl/8/296/Artykul/1356626,Carte-blanche-Niezgoda-na-to-co-nieuniknione
Historia jest już wszystkim znana, więc fabuła nie będzie zaskoczeniem. Za to gra obrazu, słów i dźwięków zasługuje na osobisty odbiór i własną refleksję.
Wbrew jakiejś pseudorecenzji, którą przeczytałam już po seansie szukając linków do muzyki ( świetna!), nie widzę problemu w niedomówieniach, niedosłowności niektórych scen, "anemicznym " romansie, czy przypudrowanej szkolnej rzeczywistości. W filmie nie zawsze musi być, jak w życiu, a poza tym trzeba zaufać widzowi, który w kinowej sali uruchamia swoją wrażliwość, inteligencję i empatię, dzięki którym sobie na swój sposób dopowie to, czego nie widać.
Nie wiem też, w którym momencie można tu dostrzec hollywoodzką manierę, obawiam się, że albo się nie znam, albo to nasze narodowe kompleksy, by mówić o jakichkolwiek odniesieniach, szukać porównań i oceniać film głównie przez pryzmat tych wszystkich technicznych dyrdymałów, zamiast skupić się na samym problemie i emocjach bohaterów oraz grze aktorskiej. Oczywiście pewne chwyty reżyserskie, ujęcia kamery, świetny montaż i obraz, a od pewnego momentu coraz bardziej dominujący dźwięk (który także należy wyróżnić ) mają niebagatelne znaczenie i są moim zdaniem świetnie dostosowane do treści, którą ilustrują.
Wreszcie westchnę sobie jeszcze do Andrzeja Chyry, którego każda kreacja jest autentyczna, jego nienachalny styl gry nie odbiera postaciom indywidualności, a który z wiekiem nabiera smaku jak dobry koniak.
Zaś muzyka Lucewicza, którego niestety mogę polecić tylko ze ścieżek dźwiękowych innych jego produkcji, jak Bokser, Miasto 44 czy Przyjaciółki, spaja w całość tę niebanalną, lecz jakże życiową fabułę.
Idźcie więc na ten film z nastawieniem, iż nie jest to na szczęście żadna superłzawa superprodukcja, ale dobry film z ważną treścią.
Ja poszłam na ten film w ramach prywatnej walki z osobistym wrogiem, która z początku była bezsilnym buntem trzylatka, słabymi piąstkami okładającego dryblasa, który mu zabrał i wypatroszył misia. Bunt kompletnie bezowocny, okraszony łzami rozgoryczenia, bezsensowny.
I przyszedł dzień, w którym przeobraził się w mobilizującą złość, taką, która mocno wali przeciwnika w pysk, hartuje i trzyma w pionie, nie odpuszcza, zmusza do kreatywności, utrzymuje w przeświadczeniu o mnogości rozwiązań, których się we mgle rozpaczy nie dostrzega. Tej złości - budującej, nie destruktywnej, niepokornej i niegodzącej się z rzeczywistością, dałam swoistą carte blanche do działania.
Taka złość nie uziemia jak rozpacz, nie podcina skrzydeł, jak niemoc, nie wciska w kąt, jak brak woli, nie łamie nas, jak byle podmuch liche źdźbło.
I gdybym miała jednak odnieść jakiś element tytułowego filmu do mojego życia, jak i życia wielu z nas, posłużyłabym się jednym cytatem:
"Człowiek, ktory żyje jak zboże, staje się słomą historii."
Pusty, pozbawiony treści i pojedynczego swego sensu żywot, element stosu, sucha słomka, nędzna trzcinka bez wiary w swoją siłę, która się niczym z tego stosu nie wyróżnia, której na niczym nie zależy, czy warta jest, by ją zauważyć? By o niej napisać książkę? By opowiedzieć film?
Nie będzie pointy, poszukajcie jej sami. (A może to właśnie pointa była?)
Dwaj panowie B, ten prawdziwy i ten z filmu
PS. Mieć takich nauczycieli być takim nauczycielem.....
PS. dodaję link od Fibuli do audycji radiowej - wywiadu z reżyserem ( za pozwoleniem)
http://www.polskieradio.pl/8/296/Artykul/1356626,Carte-blanche-Niezgoda-na-to-co-nieuniknione
Subskrybuj:
Posty (Atom)
polecam
Ojcowie i córki
Przeczytałam kiedyś, że wszyscy jesteśmy zranionymi dziećmi. To zdanie wraca do mnie w gorszych momentach i im jestem starsza, tym głębiej ...
ulubione
-
Drogie moje! Zaryzykuję, że same płcie żeńskie u mnie bywają, ale w razie czego, mili moi również:) Patrzę sobie od chwil paru w wasze po...
-
Ile razy zdarzyło się Wam wygarnąć komuś tak, że aż mu poszło w pięty, ... jak się już pożegnaliście? Na ten przykład bezczelnemu kierowcy,...
-
Czasem trzeba zwyczajnie zniknąć. Zostawić kartkę na stole "Zaraz wracam", wziąć mapę, przyjaciół, plecak i zamknąć za sobą dokła...

