piątek, 26 czerwca 2015

Czerwcowe drogi i dróżki

Dużo się w czerwcu działo, aż trudno o wszystkim dokładnie opowiedzieć, więc wrzucam fotki z krótkim komentarzem . Ku pamięci.

Gdy jeszcze miałam trochę czasu po pracy...

Tydzień później intensywny i bogaty w emocje weekend z niemieckimi przyjaciółmi



Przypadkowe odkrycia miejsc godnych polecenia - "Pozytywka" w Jeleniej Górze


Wkrótce czas zaczął przyśpieszać, ale jeszcze znalazłam go odrobinę na lampkę wina z przyjaciółkami



Kolejny tydzień, przepakowanie walizki niemal w biegu i znów wyprawa. Tym razem z klasą.
Ostatnia wspólna podróż.
Złota Praga na zdjęciach niestety przyblakła po niefortunnym upadku telefonu.
Ujęcia przypadkowe w pogoni za grupą:)










Po powrocie czekała na mnie masa bardzo terminowej pracy, sterta dokumentów do wyprowadzenia przed radą klasyfikacyjną i dopięcie spraw związanych z zakończeniem edukacji mojej klasy w naszym Gimnazjum.
Zdjęć z nocnych mych działań nie posiadam, niestety. A szkoda, że nie strzeliłam sobie selfie z oczami jak szparki raz drugi i siódmy  nad ranem na dowód :) 

Jednak zanim nastąpiło apogeum papierowego tsunami w ostatni piątek....
...ich pierwszy bal, dziewczęce skromne sukienki, pierwsze szpilki na parkiet, i te koszule z muchą:)))

Tradycyjnie już nie poważny i dostojny polonez, lecz radosna młodzieńcza i skoczna belgijka.

Początek był trudny. Za jasno i w ogóle:) 
No i jak to było z tym dwa na jeden?
Różne konfiguracje  na parkiecie...

i nie tylko.... :)))

A potem wśród z każdą chwilą coraz bardziej naglących papierów zaczęło do mnie docierać, że oto już naprawdę pożegnania nadszedł czas. I ostatnią nieprzespaną noc spędziłam na jakże wzruszającym zadaniu ułożenia dla każdego z wychowanków osobistej laurki.
To była pełna refleksji noc, jakiej się nie zapomina.
Była mi chyba potrzebna, by uświadomić sobie, jak dobrze mi z nimi było, jak cenne to było bycie ze sobą na dobre i czasem (tylko czasem) złe.

Bladym świtem syn zastał mnie przy biurku:
"Mamo, co Ty już  tu robisz tak wcześnie?"
A ja właśnie miałam zamiar położyć się na parę chwil spać:)




Kiedy już wszystko trafiło do kopert pozostało jedno....

pożegnać Ich z ogromną kluchą w gardle...


świadectwami na  5,0......(taka sobie wcale nie najwyższa w szkole średnia klasy :)


A na koniec, absolutny koniec tej drogi razem - piosenką mimo połykanych łez wyśpiewaną łamiącym się głosem na ostatnim spotkaniu w sali. Zamiast przykazań na dorosłość, co już czeka ich tuż za rogiem.
Tak, to był niezwykły miesiąc, pełen satysfakcjonującej pracy i niezapomnianych chwil.


                                 

Ostatnia rada, ostatnie podsumowania i od siedemnastej mam już wolne. I nie umiem sobie znaleźć miejsca.
Wakacje....
A ja taka jakaś.....
Ma ktoś może chusteczkę?

Wasza 
rozbita w drobny mak
Lewkonia