Dziś na przykład z tarasu dojrzałam kilku spóźnialskich, którzy załapali się na pewnie ostatnie złotojesienne podmuchy dobrych wiatrów.
I tak oto gołym okiem z ponad 10 metrów zarejestrowałam takie cudo techniki szybowcowej:
Aby się upewnić, że dobrze widzę podeszłam bliżej:
Wciąż niedowierzając sięgnęłam palcami:
Na pociechę nasza lawenda, co zakwitła po raz trzeci:
I jej stała bywalczyni, na ostatnią chwilę wpadłszy po kapkę nektaru:
A ta, to już lekko przesadza - liście zrudziały, wyschły, miejscami całkiem opadły, a ona sobie kwitnie w najlepsze:)
Słoneczne pozdrowienia ślę wszystkim, co jeszcze w letnich butkach biegają:)