wtorek, 23 grudnia 2014

With a little help from my friends

Miało być o moich nieprzygotowaniach do świąt, o braku światełek,  drzewka, błyskotek, o wyczerpaniu, przygnębieniu, przeprowadzkach i zgryzotach, które skutecznie wyssały ze mnie resztki energii oraz poczucie sensu całej tej bieganiny i wyścigach z samą sobą, by był ten cholerny karp, jemioła, pierniki i cała reszta jak zwykle. Bo nie będzie tak jak zwykle. Nie będzie jak kiedyś, ani na zewnątrz mnie, ani wewnątrz.
Zapalę świeczki, zrobię stroik, z małą pomocą przyjaciół pojawi się tu i tam piernikowe serce, może nie zapomnę o sianie pod obrusem. Ale nie czuję radości z nadchodzących dni, ani ulgi, ani nadziei. Karpia zastąpi zwykły mintaj, uszka "kupne", symboliczny śledź i barszcz, jak zresztą wszystko w symbolicznych ilościach, nie zagłuszą przynajmniej swym brakiem przesady myśli własnych, serca bicia i dźwięków brzmiących w głowie.
Jeszcze wczoraj słuchałam ich z radością, bo kołysały , utulały, koiły, dziś kolejny to powód do łez. I chyba zamiast kolęd mam jedno pragnienie - słuchać Joe i wyobrażać sobie, jak w jego nowym Big Sky Country musi być pięknie.
Jeśli wierzyć, to na pewno w to, że jest niebo, i jest tam Muzyka. Moja wielka miłość, Joe, od dziś już  tylko z płyt. Jeszcze i to, Boże,  niech jeszcze i to:(((



6 komentarzy:

  1. Spotkajmy się przy stole, Podzielmy się sercami, Z tymi, którzy są teraz I co byli z nami. Bo Bóg rozdaje miłość, Wszystkim, bez wyjątku, Zesłaną na ziemię w małym Dzieciątku.
    Spokojnych świat życzy Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Dorotko za coroczną pamięć i piękne życzenia od lat, życzę Ci radości Święta i na co dzień.

      Usuń
  2. Lewkonio, obejmuję Cię myślą ciepłą.
    Ufam, że te dni, mimo zgryzot wszelakich, ukoją choć trochę Twą duszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten czas pozwoli nieco zwolnić i da odetchnąć. Problem w tym, że ... powrót do życia z pracą i problemami domowymi, które można by śmiało rozdzielić na kilka opiekunek starszych, gospoś i niań szybko zniweczy ten energetyczny przypływ. A w perspektywie długie lata bez urlopu...
      Ale, póki co cieszę się chwilami z dziećmi (draby lat ponad 20, ale jak ich nazwać inaczej:), spełnionym dobrym uczynkiem, satysfakcją, że przebrnęliśmy tyle , i jednak jakąś nadzieją,że jakoś to będzie...

      Usuń
  3. Dopiero teraz doczytałam wcześniejszy wpis. Jestem z Tobą Lewkonio. Przytulam. Choinka, karp i takie tam, to tylko symbole. Święta gdy są w nas będą świętami także bez nich. A jak nie "czujemy" Świąt, to żadne uszka, pierniczki i sianko nie pomogą. Jeszcze raz ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tego dnia wstałam, spojrzałam na datę i poczułam coś niepokojącego. Ty wiesz, że ja takie rzeczy wyczuwam... no i czułam jakieś dziwne siły, że ten 22 grudnia, to coś, co mam gdzieś z tyłu głowy. I jakoś w połowie dnia, pomyślałam, że to przecież rocznica śmierci Ciechowskiego... i niby to było to, ale jednak nie... a potem słyszę, że nie ma Joe. Ściskam Cię mocno :*

    OdpowiedzUsuń