piątek, 21 listopada 2014

Szaroburo jest i w kratkę


Lubię harmonię w przyrodzie.
Za oknem szaroburo, to i na oknie też.
A że pogoda w kratkę, to i moje okna kraciaste.
Jakość obrazu absolutnie wpasowała się w krajobraz zewnętrzny. I wcale a wcale mi to nie przeszkadza. Bo ja lubię spokój ponad wszystko, a takie lniano- szaro-czarne połączenie wpływa na mnie kojąco.
latem zawisną znowu łąki i zioła, wiosną coś lila róż, a zimą podokładam czerwieni.

I nie jest to modna szarość pastelowa, ani szarość lawendowa, choć i taka ( w kratkę oczywiście) wisi w innym pokoju. Ta jest dokładnie taka, jak rozbełtane na podwórku błotko, a beże są po prostu smutne i bez domieszki. Piach, mgła, siwy dym - ale jak się zapali wieczorem lampę z wiklinowym kloszem i świece tu i tam, to można się umościć i zaszyć jak w jakimś legowisku. ( no wierzcie mi na słowo, nie robię sobie zdjęć wszędzie i w każdym miejscu)


Na razie w stodole, która przechodzi od lata remont, wciąż jeszcze się nie da gościć, ale ja już mam gdzie z książką zasiąść.
Dziura w ścianie, to moje porzucone marzenie. Być może tylko na chwilę, być może na zawsze. Domyślacie się jakie. Mała, czarna, żeliwna. Koza. 
Za parę dni zawiśnie tam zastępczo zegar. Tymczasem maszyna, która pokornie czekała parę lat na występ publiczny zamknięta w moim dawnym gabinecie ładnie udaje kozę, w każdym razie jest z tej samej bajki i daje pogląd, co lubię.


Dziwić może, że zasłony nie są takie same. No cóż, jak krawcowi staje, czy jak to było... Lniane kupiłam z rok temu, a dwie pozostałe niedawno, oczywiście z pchlego targu, bo nie uznaję zbytku, a zasłona w cenie 200 złotych za sztukę ( albo 1000 za uszyty gotowy komplet) nie mieści mi się w głowie. Kanapy spłacałam dwa lata, na podłogę czekałam lat 7, a reszta to samoręcznie odnawiane starocie lub meble składane z kilku kompletów/ ewentualnie kupowane po kawałku, jak nasza kuchnia. Nie lubię, no nie lubię przepłacać. 

Na werandzie tymczasem wietrzy się zakupiona przed laty stara skrzynia, której nową postać zamieszczę, jak ją ukończę. Stała w swej poprzedniej szacie jako ława w sieni. Teraz wyjdzie na salony.
Na razie powiększyła zaokienny misz-masz, który można dojrzeć przez nieco ( a nawet bardzo) umazane pyskiem psa tarasowe okno. Mimo szarzyzny coś się dziej wciąż w tematach okołodomowych, grunt, żeby się nie dać spadkom nastroju. 





Wykorzystałam ostatnią jeszcze w miarę ciepłą sobotę na szlifowanko, zajęło mi to z przerwami na gotowanie obiadu czas do wieczora. Ostatni szlif ( a papier miałam jakiś oporny, bo chyba wilgotny) już w świetle latarni z werandy się odbył. Czego nie zrobiłam ze 3 lata, MUSIAŁAM skończyć w jeden dzień. Teraz się wezmę za robaki, bo jednak  :)

A jeśli chodzi o szaro-bure inspiracje, to proszę, można i ciemnej, a jednak jest wytwornie:



Pływam coraz sprawniej. Grzbietem i na płask. Czasem mam do dyspozycji trzy tory. I ta "cisza jak ta"....

Jesienne uściski!

15 komentarzy:

  1. Czy ja pisałam że Ci tego kredensu zazdroszczę?? chyba pisałam, a zazdroszczę CI go dalej ;)
    Kratki wielbię, a co do inspiracji, to ja przepraszam ale muszę być szczera- takie inspiracje są fajne, ale ten pokój to ma chyba tyle metrów co całe moje mieszkanie... no a w takim mikroskopijnych mieszkaniach jak moje to już na szaleństwa nie można sobie pozwolić, tylko trzeba ratować przestrzeń, żeby jako taki wygląd miało.... ale zdjęcie baaaardzo ładne
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisałaś, pisałaś, ale lubię, jak mi to powtarzasz :))) Biedny, nie zmieścił się w kuchni, bo mi mąż poskąpił 10 cm ściany:( Gdyby coś tam przesunąć bardziej w lewo, a tu domurować... ech, po fakcie, jak się skończyła kuchenna rewolucja przed 2 laty przyznał mi rację. Faceci!
    No tak, nasza stodoła, to pół tego pokoju z ostatniej fotki, ale zawsze można coś w zestawieniach i deseniach podpatrzeć, przemycić, jak kto lubi. W końcu to tylko inspiracja, nie gotowy wzór do kopiowania. (mam takich setki:)))
    a ja szczerze powiem, że fotki ( te moje) są beznadziejne, ale cóż, jaka komórka, taki obrazek. W końcu tylko do podglądnięcia, a nie zaraz na jakąś wystawę. Nie jestem magazynem dla perfekcyjnych pań domu:)))
    Ni dzięki za szczerość, tu jest zawsze w cenie:)
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee Twoim fotkom nic nie brakuje, masz rację to tylko inspiracja i mozna skopiować tylko malenki fragmencik, pewnie przebija przeze mnie frustracja bo zbyt dobrze pamietam jak trudno było mi umeblowac mieszkanie, bo większość mebli roboona pod taaaaki właśnie pokoje

      Usuń
  3. Przepiękny masz kredens....cudo!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) W imieniu męża również, który się przyczynił. Skasowałam stare posty, można było zobaczyć, jaka to była nędza z biedą. Wytargany z piwnicy w pewnym śląskim mieście za 400 zł i poddany paru operacjom. Lubię jego niedoskonałość i zgrzytające szuflady :) Na pewno go jeszce nieraz w jakimś kontekście pokażę, bo ładnie mu we wszystkim:)

      Usuń
    2. To ja czekam na post o nim bo wart tego!!!!!!! Cudowny!!!!!!!!!!

      Usuń
  4. Pięknie wydobywasz piękno! Będę wypatrywać skrzyni w nowej odsłonie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć Lewkonio! Kredens jest fantastyczny! Pisałam już:)) I może lepiej mu jednak nie w kuchni:)? Bardzo mu do twarzy w tym otoczeniu obecnym:) A fotki super tak ogólnie i adekwatne do pogody:) Bardzo ładnie i w punkt oddałaś klimat listopada.. Dziwny to miesiąc - musi taki być jeden, żeby docenić inne... I ładny jest listopad na swój sposób, bo czasem potrzeba wyciszenia i takich stonowanych barw.. Ale nie lubię o tej porze jednego - tych ciemności od połowy dnia.. To jest fujj..:))) A kredens pokazuj w każdej ilości i inne swoje pomysły również - please:)) Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki Aniu, dla Ciebie sesje z kredensem ( uważam,że twój nie ustępuje mojemu urokiem) będą miały cdn:)
    Jak się człowiekowi jakaś rzecz uda , to radości końca nie ma, czy nie? j też go co dzień chociaż raz pogładzić muszę:)
    A ciemności faktycznie mnie zwalają z nóg i ziewam już po 15. Ale przechodzi migiem w te dni, gdy prosto po pracy wyskoczę popływać. Odżywam jak po jakimś letnim biegu plażą:))) Fajnie jest potem dopiero zjeść obiad i odpocząć, ale znużenie zamienia się w przyjemne ciepło w mięśniach no i śpię lepiej:) Ale najpierw praca domowa, rzecz jasna. Zaraz siadam więc do książek, a potem sprzątanie, gotowanie na jutro, itp, itd...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze mi tu u Ciebie, bo i wnętrza bliskie mojemu gustowi i meble "przyjazne" oku. Kredensu, jak poprzedniczki zazdroszczę, bez zawiści, bo sama rozglądam się za jakimś starociem do naprawy, mam nadzieję, że znajdę jakiś w cenie nie zwalającej z nóg (bo się niestety ludziska schytrzyły i za rupieć zjedzony przez korniki żądają sum nieziemskich!). Zasłonki nie od kompletu nijak nie rażą, przeciwnie, nadają salonowi indywidualny rys, wszak nie o to chodzi, by było jak u innych i od linijki. Koza nadejdzie w swoim czasie, będzie pięknie! Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miro, gdzieś taki jeden jedyny czeka na Ciebie:)) Ale ceny fakt, bywają z sufitu. Mam stół w kuchni kupiony za Krakowem ( a, jak do syna jechalim, to "po drodze" zajechalim) od takiego szperacza-zbieracza hobbysty, chyba Tarnów, tak, na pewno, jak znajdę namiar, to podeślę. Może on coś Ci znajdzie u ludzi?

      Usuń
  8. Ładna ta szarość. Gdy tak przypominam sobie Twój dom, czytam wpisy i patrzę na zdjęcia, to powiem Ci, że dajesz mi potężną lekcję cierpliwości, że jeszcze podłoga nie taka, że kuchnia prowizoryczna, że jeszcze tam i jeszcze tu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie masz pojęcia, jak muszę być cierpliwa wobec życia, które mnie czeka. I ja sama pojęcia nie mam. A rzeczy... cóż, rzeczy mają to do siebie, że się nie dematerializują, a może wręcz przeciwnie, kiedyś same przyjdą na osłodę, a ja umiem czekać. Ich, tych rzeczy jedynie, człowiek może być pewien, że jak zechce... Reszty niestety nie.

      Usuń
  9. Piękny kredens, ale moją uwagę zdecydowanie przykuła skrzynia. Nigdzie takiej niestety nie mogę znaleźć, a szukam od dłuższego czasu:(

    OdpowiedzUsuń
  10. Może i faktycznie kolor zasłon przypomina błoto przed domem, ale i tak nie wywołuje takich skojarzeń. Szarości są teraz modne, ale podejrzewam, że na wiosnę wybierze się jakiś inny kolor przewodni sezonu ;)

    OdpowiedzUsuń