środa, 7 lutego 2018

Dlaczego?


Od paru dni brzmią mi w uszach słowa, które w różnych formach i okolicznościach mądrzy ludzie wypowiadali do mnie, a i ja sama wtłaczałam je w zbliżonym brzmieniu do głów niepokornej dziatwy, tej własnej i tej szkolnej.
Ostatnio coraz bardziej skupiam się na tym, by nie zadowalać innych bardziej, niż siebie samą, słuchać siebie i ćwiczyć się w konsekwencji, stąd te słowa:
 "Rzadko kiedy zawodzisz innych ludzi, natomiast zawodzenie samego siebie przychodzi ci niezwykle łatwo"  - obrałam sobie za wskazówkę i motto na najbliższy czas.
Nie wiem, ile tego czasu będę potrzebowała, by móc uznać, że osiągnęłam odpowiednie proporcje w dawaniu i braniu, ale to teraz jest mój priorytet.


Tabunami nachodzą mnie refleksje, co, jak i jakim kosztem jestem w stanie zmienić w swoim życiu. Bo to, że zmiany pragnę i potrzebuję, jest pewne. Czy starczy mi odwagi, wytrwałości, i zapału. I czy nie stracę wiary w sens.
Jednego już się nauczyłam na pewno - doceniać swoje małe sukcesy, choć obawa, że na nich poprzestanę, jest we mnie od dziecka - cokolwiek nawet spektakularnego dokonałam, na co innych nie było stać, w czym byłam niedościgniona, potrafiłam umniejszyć we własnych oczach swoim strachem, że wszyscy z tego w duchu kpią i ich szczerość i podziw są sztuczne, zazdrosne. Czy nie zdarzyło się wam nigdy mieć takiego odczucia? Ja miewam je i teraz. Nawet fakt, że czasami coś napiszę na blogu jest aktem sporej odwagi, a także zaufania do moich gości.
Takie potwierdzenie swojej wartości w cudzych słowach i gestach długo było dla mnie ważniejsze, niż moje własne. I chociaż teraz przychodzi mi to o wiele łatwiej, to wciąż mam z tym spory problem.
I tu niemal terapeutycznym staje się coraz bardziej uświadamiane sobie to, jak wielu pozbawionych skrupułów i samokrytyki, marnie wykształconych i moralnie wątpliwych "wyżeraczy" biznesu czy polityki staje się liderami (?), posiadaczami fortun, wzorami przedsiębiorczości i symbolami sukcesu. Jak wielu jest przysłowiowych burmistrzów Pcimia, czy Misiewiczów, multimilionerów o prostackiej aparycji i intelektualnym poziomie Kiepskiego, nie wspominając o braku manier. Ilu było, i jest, dorobkiewiczów bez wewnętrznego kodeksu, celebrytów bez krzty talentu i wstydu, prezesów z szemranymi koligacjami, Dyzmów z bezczelną nadmuchaną karierą, prostaczków wsadzonych na stołek siłą nepotyzmu, i "pisarzy" ilu ostatnio się namnożyło, których dzieła to marne podróbki cudzego stylu i zlepki cudzych myśli.
I choć z jednej strony  nabieram animuszu, bo skoro taki nadmuchany i pusty balonik potrafi błyskawicznie poszybować w górę po firmament, to przecież ja z moją wiedzą i ogładą... A zaraz potem nachodzi mnie złość, że właśnie taki balonik szybuje, a ja wciąż trzymam się tego mojego gruntu pod nogami.
DLACZEGO?
Co jest moją kotwicą, tą oklepana strefą komfortu, a co chcę właściwie zmienić, gdzie chcę być za 5, 10 lat? Bo nie w fotelu z robótką, gdyż ani wzrok ani skłonności do tego, ani w fotelu nie daj boże na kółkach, choć mój kręgosłup grozi mi wymownie.
Dowiedziałam się przy okazji szukania odpowiedzi tej oto bardzo prostej rzeczy, tak oczywistej, że aż śmieszne, że nie uczy się tego od najmłodszych lat - żeby nie tylko wiedzieć, co by się chciało: " Kim chciałabyś być dziewczynko, jak dorośniesz", lecz: "Kim będziesz". Nie: "co chciałbyś osiągnąć" lub "o czym marzysz" tylko stawianie sobie konkretnego zadania - określenie celu a potem odhaczanie kolejnych czynności, by ten cel osiągnąć.

Być może w tym jest cały haczyk, czemu jeden z drugim buc i pyszałek osiąga swój cel, rozpychając się bezczelnie łokciami, a ten pełen pokory i ze świadomością, że jeszcze tak wiele wiedzy musi zdobyć, by udowodnić światu, że jest tego wart, do tego celu ma dłuższą drogę. Może samo określanie tego, dokąd zmierza, jest trudniejsze, bo nie są to li tylko: pieniądze, kariera, osiągnięcia dla samych osiągnięć, łatwa droga na skróty z pominięciem tego, co najistotniejsze - doświadczenie i doskonalenie. A może chodzi wyłącznie o mniejszy optymizm? Strach i zakodowaną nadmierną samokrytykę? Świadomość? "Dobre" wychowanie?

Ale jest jeszcze przecież model "pomiędzy", ludzi mądrych, wybitnych, ambitnych, światłych i świadomych swojej wartości, którym cel przyświeca jasny niemal od pieluch, a gwiazdy sprzyjają, choć różne kłody pojawiają się na ich drodze. Ludzie wielkiego formatu, ale często i wielkiej pokory, ogromnej wiedzy, a przy tym  poczucia, że tą, a nie inną drogą powinni podążać, i nie jest to przypadek, choć bywało, że przypadkiem odkrywali prawa, jak Newton, czy dokonywali wynalazków, jak Franklin. Więc to ich, skromnym często początkom ale upartym działaniom tyle zawdzięczamy. Przeszczep serca, radioaktywność, telefon. I jak niewielu zbiło fortuny na swoich talentach, jakie to niesprawiedliwe się wydaje, że byle coach zarabia dziś wielokroć więcej, niż Skłodowska na swoich wiekopomnych odkryciach. Choć w słowie 'byle' jest to subtelne coś czyniące sporą różnicę od bycia coachem wybitnym .

Tak sobie rozmyślam ostatnio, i w kontekście tego, o czym dziś snuję, wypada zwyczajnie wziąć białą kartkę i narysować sobie to, co będzie za rok, czy dwa, i przestać chcieć, przestać wątpić, a zacząć odhaczać.

Po pierwsze 10 kilo w dół do końca roku. W grudniu MAM 10 kilo mniej.
Po drugie, trzecie, czwarte...
Stop!
Mam to na papierze, ale na razie nie powiem.
Niemniej lekcje odrobiłam, zwizualizowałam sobie bardzo dokładnie swój cel. Między innymi po to piszę dziś o tym, by tym trudniej było mi siebie zawieść, by wynagrodzić sobie wkrótce ostatni niezbyt dobry czas. By mieć powód, a nie mieć wymówek.

I dla dodania sobie i wam animuszu zmieniłam dziś tło. Na zielone. Z polem golfowym :)))
Choć nigdy nie grałam, bo nie trafiłabym chyba do celu, bo przecież... No właśnie?
DLACZEGO ???!!  :)))

PS. Ciekawe, czy zgadniecie, co autor tego zdjęcia miał na myśli?


Pozdrawiam znad długiej listy rzeczy, na które mnie stać i za które się podziwiam.
A teraz Wy.
Powodzenia!
Lewkonia :)

14 komentarzy:

  1. Ponieważ mam teraz ranek, to przy tym stoliczku wyobrażam sobie tylko kawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie sobie wyobrażasz, ale jest tam drobne coś, do wypatrzenia :-)

      Usuń
    2. Dopiero po podpowiedzi wypatrzyłam małe co nieco wspinające się po obrusie :)

      Usuń
    3. Małe, szare, ale jakie dzielne i uparte :)))

      Usuń
  2. Iść do przodu z determinacją myszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie :) Celnie! Bystrość umysłu i dobry wzrok - zapisz w swoich mocnych stronach :D

      Usuń
    2. Cha, cha. Chyba tak zrobię, wszak pamięć bywa zawodna (a już na pewno wybiórcza).

      Usuń
  3. Lewciu kochana, ja spać nie mogę, gdy podobne rozmyślania dopadną mnie wieczorową porą. Myślę jednak (do takiego etapu rozmyślania - na razie - doszłam), że dla nas (a może tylko dla mnie) nie cel a ta droga do niego jest ważna. Zawsze interesował mnie tylko i wyłącznie ten "proces"... jego przebieg, moje emocje, decyzje, analiza błędów, moje reakcje i postawy... to dawało i daje mi satysfakcję. Dla mnie "osiągnięcie celu" to właściwie pewien "koniec"... trochę smutny, bo zakończył się bezpowrotnie jakiś etap.

    Dla tych, o których wspomniałaś, liczy się tylko i wyłącznie ów cel (o drodze wolą zapomnieć) czyli... prestiż, stołek, pochwała, majątek, władza... Ważne jest nie "co" osiągnęłaś ale "jak".
    Ja mam to w d...e :) Inni powiedzą, że nie mam ambicji. Niech mówią :) Ważne jest nie "ile" osiągnęłaś ale "jak".

    Ustaliłaś swój cel (super), ale to twoja praca i jej jakość w dążeniu do (jego) osiągnięcia da ci zadowolenie i radość.


    Buziaki! Trzymam kciuki!
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak, Kasiu, każdy kroczek, który stawiam i każda chwila, którą się delektuję idąc tam, dokąd zamierzam, są same w sobie ogromnie satysfakcjonujące i motywujące. A obietnica przyjemnego zakończenia tej wspinaczki pełnej wyrzeczeń i wyzwań, to najlepsza nagroda dana samej sobie. Czasem nie ambicja jest czynnikiem sprawczym, co świadomość, że gdzieś po drodze dotąd zaprzepaściło się swój potencjał i możliwości. Chcę sprawdzić, czy to, co wiem i pragnę, jest tym samym, co potrafię :-) Buziaki :-)

      Usuń
  4. Przyznam się, że jestem bardzo mało spostrzegawcza i wcale nie zauważyłam tego maleństwa;

    "...potwierdzanie swojej wartości w cudzych słowach i gestach" - skądś to znam... Było, ale minęło. Na szczęście:)

    Podjęcie świadomej decyzji o zmianie to już bardzo dużo. Powodzenia, Kochana - oczywiście, że TRZYMAM KCIUKI!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szare małe ciche myszki czasem potrafią zadziwić przemyślną skutecznością, i to bez wielkiej publiczności, tak dla siebie, tup tup tup, do celu :))) Więc wzajmnie ściskam piąstki i kibicuję :)))

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń