poniedziałek, 14 grudnia 2015

POCZUĆ ŚWIĘTA


Taka refleksja...
Asia na swoim blogu porusza między wierszami temat, który i ja trąciłam ostatnio. A który staje się aktualny co roku o tej samej porze i wzbudza w nas zdziwienie - jak to się działo, że kiedyś... było inaczej, jakoś pełniej przeżywaliśmy święta, i jak  radziliśmy sobie z brakami wszelkimi, a jednak ... nie brakowało nam czasu.
Na celebrowanie, na radość, na odpoczynek. Możliwe, że jako dziecko i nastolatka miałam nieco inne odczucia, niż mama. Ale jednak byliśmy więcej razem, niż widzi się dziś w przeciętnej rodzince pl. Biedniej nam było i ciaśniej, lecz... bliżej do siebie
Jak sobie urządzić święta zatem, by je POCZUĆ?
Nie zastanawiając się napisałam to, co poczułam. Co czuję od jakiegoś czasu :

"Asiu, częściową odpowiedź znajdziesz w moim poście, i w postach, których .... nie napisałam z powodów, o których nie będę światu zawracać głowy, nie tylko na nas spadają nieszczęścia. Kilkorgu kolegom ostatnio, tej jesieni, odeszli rodzice, po kolei ściskamy się współczując i coraz bardziej dociera do nas, że odchodzi tamten świat, z którego wyszliśmy w dorosłość przekonani, że jest i wieki będzie tuż tuż na wyciągnięcie ręki. Samo wyobrażenie nagłej pustki, jaka gdzieś tam czyha, nie daje spać.
Od lat kilku powoli odrywają się też od gniazda nasze dzieci, wracają na wakacje, na święta , na chwilę urlopu ( tak, starszy syn od 2 lat już nie ma wakacji, lecz urlop, i to też dni kilka, bo kocha pracę, na razie:) Więc to, czego pragnę pod choinkę najbardziej na świecie są ... oni właśnie. Nieważne, co zjemy ( no, byle była ryba, mak i pierogi:) ale że... razem. Od rana do późnego wieczora kleję się do nich i napatrzam na zapas, i karmię i słucham, i śmieję się starając zapamiętać tę błogość bycia blisko nich, ich zapach i śmiech. Aż mi teraz ciekną łzy po policzkach. Bo życie się tak bardzo kurczy, i tych chwil w miarę (dla nich ) beztroskich, które na razie dzielą tylko z nami, jest coraz mniej. 
A czemu nie mamy teraz tyle czasu, co nasi rodzice kiedyś? Po kilkugodzinnych ogonkach za zwykłym karpiem, kawałkiem szynki czy pomarańczami czas był. Sama dobrze te lata "stania" pamiętam. Stało się rodzinnie, wrecz całymi klatkami z bloku. I ... wszyscy byliśmy ( ja, moi koledzy, ich rodzeństwo) bez wyjątku w tą całą logistykę zaangażowani.W domu też, nikt nie zrzucał roboty na jedną mamę, a mamy nasze pracowały tak samo, czasem na 3 zmiany, nie w biurach, lecz fizycznie, mało która była "umysłową". I bez tego sprzętu co teraz, bez cateringu,gotowych potraw, aut, którymi dziś na zakupy nawet do pobliskiej piekarni zajeżdżają z fasonem nasi nowi sąsiedzi, wszystko było , a najbardziej była ... ATMOSFERA. No i kto nam ją popsuł? Kapitalizm? Czy nasze nienasycenie dobrami? Sami sobie jesteśmy winni, jeśli czujemy, że czegoś nam brak, i nie wiemy czego. 
Miłości, szczerości relacji i umiaru. Ot co, tego nam właśnie brak najbardziej. I przedświąteczny czas powinien dać nam do myślenia, zanim kolejny raz popsujemy sobie te niepowtarzalne chwile w roku. A może w życiu."

Życzę zatem radosnych i spokojnych dni ZANIM siądziemy do Wigilii. 

Lewkonia

2 komentarze:

  1. Trzeba więc chwytać te chwile nieliczne odświętne i cieszyć się nimi, cieszyć bez granic. I głosić tę radość. Mimo codziennych zmagań, trosk i niepokoju. Próbuję...
    Serdeczności, na święta i na co dzień!

    OdpowiedzUsuń