piątek, 23 grudnia 2016

Wesołych...

W kontekście wszystkich zdarzeń, które przyniósł cały ten rok, a grudzień zawieruchami wszelkimi przypieczętował, słowo "Wesołych" ma zabarwienie głęboko smutno-ironiczne, a z drugiej strony chciałoby się tym jednym słowem magicznie móc sprawić, by nadchodzące święta mogły się wyszumieć nieskrępowane żadną przykrą myślą, nieobarczone żadnym wyrzutem sumienia, ni goryczą bezsilnej złości. Tymczasem gdzie się nie obmacam, tam coś boli i uwiera.

Nie wdając się w szczegóły, choroby nas nie oszczędzają, właśnie dziś dowiedziałam się, że z powodów zdrowotnych moja mama spędzi święta sama. Oczywiście, prowiant przez umyślnego wyślę jutro, już w garnkach mieszam, ale nijak nie można jej zabrać w kilkugodzinną podróż, ani tam zostać. Nijak też nie zostawię teścia, a tym bardziej go nie zawiozę chorej na głowę na kilka choćby godzin. Stoję w logistycznym rozkroku. Bezustannie od 30 lat.

Po wtóre od paru dni żółć i krew na przemian mnie zalewają, bo wiecie sami z tv. W jakim kraju przyszło mi spędzić tę resztę lat z górki. Toż nawet wyemigrować nie zdołam, nie te lata, nie ta dolina, i na azyl też nie ma co liczyć. Kto na fejsie czasem bywa, widzi nastroje. I nie chodzi mi, ilu jest po której stronie. Tylko jakim językiem do siebie przemawia NARÓD. Wszyscy patrioci. Większość katolicy. Większość większości kocha Polskę aż strach, i chce jej dobra. Za wszelką cenę. Tylko nie dobra bliźniego swego. Zwłaszcza jak z partii on jest diametralnie odmiennej. O, to już zabić, zagazować, łeb uciąć, na kij zatknąć. Won esbeku, zdychaj pisiorze, faszysto, geju, lewacka szmato. Takie sobie Naród, którego sam Chrystus Królem, świąteczne życzenia składa. Cytuję najdelikatniejsze kawałki.

I podczas, gdy u nas z małej chmurki burza medialna, wręcz dramat o międzynarodowym rozgłosie, słuszny, lecz chybiony w wykonaniu protest, który wiadomokto i tak ma w nosie opancerzając się hasłami o praworządności i jedynie słusznej służbie państwu ( czyli mi ??? a, to sorki, nie zauważyłam), podczas, gdy u nas warcholstwo, pałowanie, jajka na wawelskim trakcie, i posłowie zaszczuci przez chuliganów ( dowolnie proszę sobie postawić cudzysłów), gdzieś całkiem blisko, a także dość daleko sceny prawdziwie rozdzierających tragedii. Jak się weselić, wiedząc, że te wszystkie obrządki i porządki, zakupy i czary w kuchni, że wszystkie marzenia o spokoju i wspólnocie przy wigilijnym stole trafił, rozjechał na miazgę w jednej chwili tir.
I jak spokojnie i radośnie z nadzieją w sercu czekać pierwszej gwiazdy patrząc w to samo niebo, które nad zbombardowanym Aleppo pokryło się łunami pożarów i pyłem z miasta obróconego w proch. Jak tu jeść 12 potraw przy stole zasłanym białym obrusem, gdy tam głód i śmierć w przerażonych oczach, a kubek wody jest wart tyle, co nasze od tygodni gromadzone świąteczne specjały.

Dlatego do tego tekstu nie będzie zdjęć z mojego przedświątecznego domu. Zapalając świeczkę każdego dnia pomyślę o wszystkich tych, których zabraknie przy stole w rodzinnym domu. Nawet, jeśli ani Polak, ani katolik. Ani nawet stołu już nie ma.
































Łamię się zatem z Wami słowem jak opłatkiem.

Lewkonia









6 komentarzy:

  1. Taki ten swiat skomplikowany i dążacy nie tam i nie tak jakbym chciala! Ale spokojnych Świąt życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylu bogów, a w sercach tylu ludzi żądza dominacji, zawiść, egoizm, fanatyzm... W imię religii i jedynie słusznych poglądów zdolni są unicestwić resztę świata.To zaślepienie ideologiami i pieniądzem naprawdę zniweczy wszystko, co człowiek dobrego na ziemi zdziałał.

      Usuń
  2. Po pierwsze:
    Kochana Lewciu, dzięki serdeczne za maila i życzenia. Odczytam chyba dopiero około SYLWESTRA. U nas też smutna końcówka roku.
    Po drugie:
    Krajowe doniesienia (światowe nie są lepsze) smucą, doprowadzają do furii i zadręczają myślami o najeździe kosmitów, którzy rok temu wyssali resztki rozumu z Polaków... a właściwie jej przeszło 30% (która zuchwale dzierży berło i mówi jak mam żyć). Mam wrażenie, że zegary cofają się o całe lata świetlne. Od przeszło roku szukam swojego miejsca w tym kraju dobrej zmiany i kręcę się jak pies za własnym ogonem. A do tego jeszcze ten brak pozytywnej energii, motywacji do działania. Od 26 lat prowadzimy maaaalutką rodzinną firemkę, a końca zmagań nie widać. Co jeszcze nam dołożą do tego "wielkiego, ciężkiego firmowego plecaka", jak wyhamują kolejne próby rozwoju i utrudnią coroczną pracę na rzecz kolejnego podatku??????? No jestem rozgoryczona, mam dość!!!!

    A tak poza tym ściskam, całuję i pozdrawiam :)))
    Odezwę się za parę dni...
    Buziaki!
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kafka się kłania. Jeśli kiedyś z tej matni wyjdziemy, nie będziemy mogli się pozbierać kolejne dziesięciolecia. Co złego się zadziało,a i jeszcze zapewne zadzieje. będzie miało konsekwencje w międzyludzkich relacjach. ZNOWU!!!??? czy nie dość już nam powrotów do przeszłości???

      Usuń
  3. Jak pisał Myśliwski: "Kiedy ludzi może coś podzielić, zawsze się podzielą"...
    Ale ja dzielę się z Tobą (poświątecznie) opłatkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafny cytat. Przykre, ale prawdziwe słowa. wszystkiego dobrego, Fibulo:)

      Usuń