wtorek, 28 czerwca 2016

Muza, brexit, i czym się kończy niedocenianie przeciwnika



Wrocław, sobota, Gilmour tam, ja tu, jak to pogodzić? Och, naprawdę? Nagrać sobie z tvp1.?
Ok.
Świetnie, cudownie!
Dzięki za namiary. Super. Już pędzę. Jak tylko będę w domu...Och, jakie to szcżzęście...

No i nie nagrałam... Weź, idź z taką sklerozą, już brałam pilota do ręki, już szukałam tego kanału, gdy tu coś raptem się zadziało, rąbnęło, stęknęło, i rzuciłam wszystko, bo dom drżał jakby tornado przeszło.
W każdym razie takie dźwięki przetaczały się nad moją głową.
To tylko mąż.
Więc zapomniałam.
A potem jeszcze poprawiłam sobie kredensem.
Nie żebym nie spała, czy coś, bo trzymać trzeba, ale coś w tym stylu.
Mąż na strychu spokojnie robił swój rumor, ja robiłam swoje porządki w kredensie z rodową porcelaną i srebrami, jak mnie nagle zawołał ( na gwałt) żeby coś tam łapać, bo mu spadało z drabinki.
No to się podniosłam.
Więcej nie pamiętam z tamtego wieczora.
Jak się ocknęłam wirował świat.
Pomyśłałam, wiosna (ok,  lato, ale dobra, wiosna pasuje bardziej do koncepcji), lub miłość nagła to, albo się strułam.
A to tylko kredens. Drzwiczki konkretnie te górne.
Dopiero potem poczułam siekierę w głowie. Tak jakby.
Poryczałam się z bólu tak na wszelki wypadek, jakbym miała umierać, bo jak tak po prostu bez ostatnich słów?
No to pokrzyczałam trochę, mąż spadł w końcu z tej drabinki osobiście wraz z tym, co miałam złapać, padł przy mnie na kolana, a ja ulżyłam sobie besztając go w niewybrednym słownictwie, które mi tu nie przejdzie, po czym kazałam mu się oddalić, w jeszcze gorszym narzeczu.
Guza mam jak nie wiem co, ale dobrze, że sobie nie odgryzłam języka, z czego mój mąż i paru uczniów niechybnie miałoby radochę.
I tak.
Nie nagrałam.:(

Ale nasz syn, z którym ostatnio, ku memu rosnącemu zdumieniu, wymieniam czasem messengerem takie tam matczyno-synowskie uwagi - (ja) ucz się,(on) nie truj mamuś, (ja) zdałeś?(on) są trzy terminy mamcia, (ja) masz kasę?(on) pożycz kasę,(on) posłuchaj sobie tego,(ja) znam to synu, a nie, tego nie znam...
 - no więc okazuje się, że C. ma tak wykwintny i nieznany mi tak dobrze dotąd gust muzyczny, że jestem pod wrażeniem. Ogromnym. No i sporo wie,  zna całe dyskografie i śmie mnie pouczać, co do zespołów niby moich ulubionych (bo starych). Wręcz mnie egzaminuje i wystawia cenzurkę. W aucie zawsze coś nam gra, jak akurat jest w domu, i wozi mnie po okolicy bajerując muzą ( bo ja nawet całkiem całkiem, z daleka mogę uchodzić). Normalnie sobie na mnie wypróbowuje chwyty:))) ( no nie, to naprawdę świetny gust, żadne tam Donatan, czy Cleo). Dobrze, że mamy klimę w aucie, bo zimnego łokcia przy tym już bym nie zdzierżyła. On to nazywa też: ciężki sygnet :)))
No więc syn mój podrzucił mi stronkę, gdzie sobie można pooglądać ten koncert i choć odrobinę mniej odczuwać żal, choć i tak on jest i zostanie, że znowu mnie tam nie było:( po grób.

Twierdzę nieugięcie, iż to dzięki nam, że z mlekiem matki, że tatuś się genami przyłożył, że pradziad muzykalny, ale oczywiście C. absolutnie się nie przyznaje i wręcz uważa, że całkiem nam się pomieszało, bo to ON pierwszy tegoczytamtego słuchał, i nie od nas się dowiadywał, co dobre, absolutnie. Łgarstwo to i niewdzięczność ludzka i synowska ...
Dobrze, że chociaż łaskawie mnie poucza i nawraca, podrzucając świetne kawałki, jak np ten




Mnie to się podoba:) Kto by pomyślał?

I tym na razie skończę, bo mam mnóstwo zaległości, to rozłożę na kilka odcinków.
Tymczasem wakacyjnie życzę DOBRANOC|:))) Albo i nie, jak kto jutro do roboty nie musi.
 I uważajcie na wszystkie wystające rzeczy ponad waszymi głowami.
Dla jednych  będzie to żyrandol, dla innych szuflada (na czworgu), a innym może zaszkodzić niewinnnie wygladająca szafka. Ale nie ufajcie pozorom, bo może okazać się czarnym (wierzgającym ) koniem.
Islandia też nie wyglądała na taką, co przybije Brexit :)))



No, tak że nigdy nic wiadomo.
Trzymajmy więc kciuki za naszych!
lewkonia

1 komentarz: