sobota, 8 sierpnia 2015

Z kajetu podróżnego cz. 2

Są takie miejsca, gdzie się czuje u siebie, choćby się było tam pierwszy raz. Czemu? Bo aura tego miejsca spełnia nasze tęsknoty, pragnienia i  wyobrażenia o tym, czego nam brak akurat. Dla nas takim kryterium jest cisza, święty spokój, brak pośpiechu i zgiełku, dokładnie jak w poprzednio opisywanych naszych malutkich podróżach tam, we wcześniejszym wcieleniu tego bloga, a może i w postach, które skasowałam.
Słowiński Park Narodowy i jego otulina już raz, 10 lat temu, gościł nas. I odtąd tęskniliśmy za tym miejscem, mimo, że polskie wybrzeże ma tyle pięknych i wciąż nieodkrytych ( i dobrze) zakątków. Dlatego w tym roku te Rowy, choć nie tak cichutkie, jak Czołpino czy Smołdzino. Żeby sprawdzić, czy nadal jest tam tak nieatrakcyjnie dla poszukujących zadeptanych i gwarnych szlaków. Otóż jest tak nadal:)))

Tu byliśmy poprzednio, do morza był kawałek autem i cudnymi leśnymi drożynami przez teren PN

Czołpino z latarnią morską  i ogromne wydmy oraz trasy PN to coś pięknego:)

Poza wydmami Czołpińskimi  jest w tych okolicach kilka ciekawych tras przyrodniczych  w lasach i wokół jezior, w tym wokół jeziora Gardno - większość jego akwenu jest niedostępna dla ludzi, a cały akwen objęty jest strefą ciszy, można jedynie surfować i to w wyznaczonych miejscach. Oczywiście leży ono w całości w Parku Słowińskim.
Poprzednio objeździliśmy/obłaziliśmy tereny na zachód od Gardna (aż po Łebsko i skansen Kluki) zahaczając o jego południowy brzeg (zdjęcia powyżej wskazują na ciekawe miejsca), tym razem postanowiliśmy sobie pozwiedzać północną i wschodnią stronę akwenu.
I tak na trzeci dzień pobytu w Rowach wybraliśmy się na wycieczkę rowerową, która całkiem niespodzianie zakończyła się o wiele dalej, niż zakładaliśmy:)
Nie będę się rozwodzić nad pięknem leśnych czy polnych traktów, świdrującą w uszach ciszą przetkaną cudnymi odgłosami natury, powietrzem przesyconym zapachami łąk i wytęsknionym smakiem kurzu bezdroży. Bo mogłabym stworzyć kolejną powieść z opisami na (ilościową rzecz jasna) miarę "Nad Niemnem", a kto czytał, ten wie, nie da się przebrnąć:))) Więc polecam ciekawym poczytać o faunie i florze tych terenów, gatunkach chronionych ( min, orzeł bielik i orzeł przedni mają tu sporo gniazd, ale są to zaledwie dwa z tysięcy gatunków tu występujących) a ja oddaję głos zdjęciom i komentarzom w skrócie:)

 No jak widać oponki mam i ja:) To kolejny argument za taką ucieczką-wycieczką. Trasa rowerowa wiedzie wokół jeziora i łączy się z innymi, min szlakiem zwiniętych torów.

 Jedna ze stacji, do której mieliśmy dojechac i zawrócić. Ale było tak pięknie... że pojechaliśmy na południe, skąd droga była już tylko jedna:)))

 Po drodze głodne wrażeń oczy wyławiały co rusz obiekt godny fotki. Toteż jechaliśmy o 2/5 czasu dłużej:)))

 Dzięki zamiłowaniu męża do krówek, wiem na bieżąco, co przyniesie niedaleka przyszłość. On mi z nich po prostu wróży, nie żeby chciał pojeść:))) Tym razem wywróżył mi.....:))))No dokładnie tak:))))


 Bezdroża, ani żywego ducha, tylko wiatr i kilometry ciszy

 Romantyczne grążele

 Orzeł przedni (jeśli się nie mylimy) mąż lornetką upolował, ja ledwo co namierzyłam...
 O, lornetka męża:)

 Dziewanny rosły tu jak agawy:)))

 Następna stacja - surfcamp w Retowie, gdzie byliśmy i poprzednio:) Nadal jest odludnie, nie ma tam nic prócz budki z kawą:) Z Gardny Małej kawałek asfaltem i znów w dzicz:) W ogóle należy trzymać się trasy rowerowej, bo inaczej nici z przyrodniczych uniesień. Szosą i trudniej i dalej  i bez sensu:)

Woda sięga do kolan po środek jeziora, bezpiecznie dla dzieci, zero jazgotu, leniwie płynie czas, no, tu się wypoczywa!

 Wyspy lęgowe mew


Złota łuska rzęsy na strumieniu


 Taki drogowskaz:)

 Wieża widokowa na odludziu


I widoki z niej
A kuku:)
Żurawie, całe rodziny pochowane w trawach:)))

I aligator:))) W każdym razie z daleka:)))

I tak od jednego punktu na mapie do drugiego okrążyliśmy całe jezioro, w sumie jakieś 25 km, ale nawet ja dałam radę, zwłaszcza, że się baaardzo często zatrzymywaliśmy :)
Jedno "ale", jakby ktoś kiedyś coś - część trasy wyłożona jest starymi betonowymi płytami z dziurkami. Więc bez amortyzatorów pod siodełkiem i kierownicą .....  uuuuuułaaaaaa!!!! Trzy dni mnie jeszcze trzęsło:))))


Kończąc tę część relacji polecam gorąco tamte tereny dla prawdziwych piechurów i turystów  z odkrywczą naturą:)
Pozdrawiam marząc o jakimkolwiek mokrym akwenie:)

Lewkonia

PS Czerwona Szopa - nasza ulubiona,  miejsce warte wypadu. A jaka pusta plaża:))) Tym razem tam nas nie było. Może kiedyś odnajdziecie?





1 komentarz:

  1. Właśnie wróciliśmy z wakacji w Chorwacji. Było fajnie, ale ... no właśnie. Synio nam się wypisał z wyjazdu już wcześniej (jak powiedział, 20 lat, to najwyższy czas by odciąć pępowinę, na razie tylko tę wakacyjną). Byliśmy tylko z 13-latką i cóż... chyba czas już (znowu) jeździć tylko we dwoje. Tyle w skrócie, zapewne domyślisz się reszty. Skoro więc tylko we dwójkę, to może właśnie tak jak Wy, na rowerach, po bezdrożach, po cichu... Tak, zdecydowanie tak właśnie :))). Pozdrawiam spod wentylatora.

    OdpowiedzUsuń